Przyszłościowo – Dwie wizyty w tajemniczym ogrodzie.

Dobra literatura dla dzieci to przede wszystkim dobra literatura, adresat jest sprawą drugorzędną. Nie jest pisana „pod dzieci”, tak żeby młody czytelnik na pewno wszystko pojął, żeby jakiś temat nie był dla niego zbyt trudny, zbyt traumatyczny, nieodpowiedni, bohaterowie nie są celowo uproszczeni, żeby mały czytelnik nie miał problemu z odczytaniem ich intencji. Dzięki temu młody czytelnik 30+ ma taką samą frajdę z lektury, jak czytelnik dziesięcioletni.
Takie wnioski nasunęły mi się z lektury starego dobrego „Tajemniczego ogrodu” i jego współczesnej kontynuacji, czyli „Powrotu do tajemniczego ogrodu” Holly Webb.

IMG_4122.jpg

„Tajemniczy ogród” został wydany w 1910 r., najpierw w odcinkach, w roku następnym już jako całość, i przez wiele lat pozostawał w cieniu innych książek F.H. Burnett, przede wszystkim „Małego lorda”, uważanego za najważniejsze dzieło pisarki. Pod koniec XX w. nikt nie miał już jednak wątpliwości, że „Tajemniczy ogród” jest obowiązkową pozycją na liście najważniejszych książek dla dzieci.

Opisana w powieści historia małej Mary Lennox rozpoczyna się w indyjskich koloniach, upalnych i gwarnych, żeby przenieść się na opustoszałe yorkshirskie wrzosowiska. Mała Mary zostaje osierocona w dziesiątym roku życia i odesłana z kolonii do domu swego nieznanego wuja w Yorkshire. Jedyne, czego się o nim dowiaduje, to że mieszka on w ogromnym domu o stu zamkniętych pokojach, jest garbaty, niechętny ludziom, odkąd zmarła jego ukochana żona, oraz że na pewno nie będzie się nią zajmował. Inne dziecko pewnie wpadło by w rozpacz, usłyszawszy takie wieści, ale Mary, wiecznie skwaszona, antypatyczna dziewczynka, chce tylko, by zostawiono ją w spokoju – choć odnalezienie się w rzeczywistości, w której wyręczającą ją we wszystkim indyjską nianię zastępuje hoża angielska dziewczyna, która przywykła mówić, co myśli, nie jest wcale proste. Nuda dziecinnego pokoju, całkiem pozbawionego zabawek, skłania ją do wyjścia do ogrodów, zwłaszcza że kryje się tam tajemnica – jeden z nich, piękny, kwiatowy, porośnięty różami ogród zmarłej pani Craven, pozostaje zamknięty od dziesięciu lat. Furtki w murze brak, klucz też dawno ukryto. Kiedy przy pomocy wszędobylskiego rudzika, Mary udaje się odnaleźć ogród, zaczynają dziać się dobre czary – wraz z wiosną, przemiana następuje nie tylko na grządkach, ale także w głowie i sercu Mary oraz w całym domu Cravenów – który zresztą skrywa jeszcze jedną tajemnicę.

Historię tajemniczego ogrodu czytałam wiele razy w dzieciństwie, wróciłam do niej po dwudziestu latach i jestem tak samo zachwycona. Nie zmieniłabym w niej nawet słowa. To pozycja obowiązkowa na półce moich dzieci. Czary, które odprawia natura oraz Mary, Dick i Colin, nadal sprawiają, że mam ochotę wybiec z domu i odetchnąć pachnącym wiatrem wrzosowisk, a potem przekopać kilka grządek 😉 I mam ochotę wracać do tej historii, jeszcze i jeszcze raz. Z zapałem sięgnęłam więc po kontynuację, napisaną przez Holly Webb, brytyjską autorkę licznych książek dla dzieci. Efekt był dość średni, powieść czyta się letnio, bez bólu, ale i bez zachwytu. Jest to już zdecydowanie literatura dla dzieci, a nie po prostu dobra literatura. Dziesięciolatki powinny być zadowolone, ale dorosły czytelnik dostrzeże wszystkie niedociągnięcia, zwłaszcza zbyt mocne ściąganie z oryginału oraz schematyczność akcji i postaci.
Akcja rozgrywa się trzydzieści lat po pierwowzorze, na początku drugiej wojny światowej. Emmie Rose jest sierotą. Ze względu na bliski wybuch wojny cały sierociniec zostaje ewakuowany do Yorkshire, do wielkiego domu państwa Cravenów. Emmie jest zrozpaczona, bo musi zostawić w Londynie kotkę, którą oswoiła, jedyne stworzenie na świecie, które kocha. Rozpacz początkowo przesłania jej cały świat, ale powoli zaczyna czuć się lepiej w swym nowym miejscu pobytu, zwłaszcza, kiedy odnajduje w szufladzie pamiętniki małej Mary Lennox i trafia do dawnego tajemniczego ogrodu, który wydaje się opustoszały. Czy dobre czary, które w nim drzemią, odmienią także jej los?

W oryginale mamy bohaterów z krwi i kości. Mary, dziecko uroczej, uwielbianej przez wszystkich matki – ale dziecko przez tę matkę niechciane, wychowywane tak, żeby jej nie przeszkadzało, przez ustępującą jej we wszystkim służbę, wyrasta na prawdziwego rozkapryszonego potwora. Nie ustępuje jej kuzyn Colin, mały despota, którego żądania wszyscy muszą spełniać, bo inaczej doprowadza się do histerii, która z kolei wywołuje u niego chorobę. Ale to też w środku małe wystraszone dziecko, przekonane, że ojciec go nie kocha, ona sam niedługo umrze, a jeśli nie to będzie garbaty, co wydaje mu się równie straszne jak śmierć. Pan Craven – zasklepiony w swoim bólu i żałobie, nie dostrzega, że czyni tym nieodwracalną krzywdę synowi. Nie jest złym ojcem, ale – jak pisze Autorka – po prostu wcale nie chce być ojcem. Nawet drugoplanowi bohaterowie nie są zarysowani byle jak. Gospodyni, pani Medlock, nie jest czarnym charakterem (wbrew temu, co zrobiła z nią w ekranizacji Agnieszka Holland), ale kobietą, która nie lubi zajmować się dziećmi i cieszy się, kiedy te nie wchodzą jej w drogę. Lekarz Colina jest zarazem jego wujem, więc odziedziczy majątek Cravenów, jeśli Colin umrze – ale tu też Burnett nie idzie na łatwiznę, czyniąc z niego czarny charakter – doktor Craven majątkiem by nie pogardził, ale jednocześnie nie chce krzywdy chłopca. Itd.

Holly Webb bardzo wyraźnie „ściąga” z pierwowzoru – bohaterka jest w tym samym wieku, także jest sierotą, przez nikogo nielubianą i wiecznie skrzywioną, choć widać, ze ta rzekoma antypatyczność Emmie jest bardzo wysilona. W ogrodzie spotyka starego, brzydkiego, mrukliwego ogrodnika, alter ego Bena Weatherstaffa oraz – oczywiście – rudzika. W domu słychać płacz małego chłopca – w oryginale był to Colin Craven, tu mamy syna Colina, Jacka. „Pamiętniki” Mary Lennox streszczają akcję pierwszej powieści. Bohaterowie są schematyczni, Emmie jest niesympatyczna tylko na pozór, w środku miła i wrażliwa, Jack podobnie, państwo Craven i pani Sowerby są po prostu mili, ogrodnik Dick Sowerby miły, ale skrzywdzony przez życie (rany po pierwszej wojnie), pani Dearlove niemiła i kotów nie lubi… Więcej o tych bohaterach powiedzieć się nie da. Akcja jest dość przewidywalna, a jej największą zaletą jest to, że nie próbuje na siłę doprowadzić do zbyt słodkiego końca – wojna trwa, wszystko jeszcze może się zdarzyć.

Dziękuję wydawnictwu za egzemplarze książek. Nieco rozszerzona recenzja obu części ukazała się też na blogu Dawno, dawno temu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s